PACHNIE PIERNIKAMI – „MYSZKI” SZYKUJĄ SIĘ DO ŚWIĄT

Po zrobionych porządkach i przygotowaniu upominków zabraliśmy się za kolejne świąteczne zadanie. Tym razem przed nami nie lada wyzwanie , pieczeniem pierników zwane. Robiliśmy już je w ubiegłym roku i doskonale pamiętamy, że na tę  czynność należy poświęcić cały dzień. Skoro przybył nam roczek to i zadania do wykonania trudniejsze. Oprócz zrobienia pierniczków, nasze szefowe „Mychy” zaplanowały również ich dekorowanie!!! Frajda niesłychana, bo oprócz dekorowania można do woli oddać się degustacji lukru, czekolady, posypek….Ale może zacznijmy od początku.

Od kilku dni z dużym niepokojem zerkaliśmy przez okno. Zamiast lekko spadających , puszystych śnieżynek oglądaliśmy krople deszczu i rozhuśtane wiatrem gałęzie drzew. Aura nie napawała nas optymizmem. Przecież za kilka dni Mikołaj ma rozpoczynać swoje prezentowe szaleństwo, a wiadomo – bez śniegu zaprzęgi reniferów sobie nie poradzą. Mikołajowi również może udzielić się ten jesienny nastrój i może nie wyruszyć do dzieci z Laponii. Pełni wiary i pomysłów na zwabienie zastępów Elfów, reniferów i rzecz jasna Mikołaja zabraliśmy się za pieczenie pierników, które Mikołaj wprost uwielbia. Nie ma takiej siły, żeby ich zapach nie zwabił tego uroczego gościa.

Zakasaliśmy więc rękawy, wskoczyliśmy w fartuszki i pod wprawnym okiem trzech „Mych” – Pani Ela w tych poczynaniach też się udzielała, przystąpiliśmy do pracy.  Jak na prawdziwych piekarzy przystało – najpierw dobrze poznaliśmy  wszystkie produkty. A było ich nie mało. Oglądaliśmy je, wąchaliśmy no i naturalnie bardzo dokładnie odmierzaliśmy, żeby wszystko było zgodnie z przepisem. Udało nam się nawet samodzielnie wbić jajka!!! Potem zagniatanie ciasta, aby składniki dobrze się połączyły. Mimo małych rączek, poradziliśmy i z tą czynnością. Motywacja działa jak magia =) W końcu robimy pierniczki Mikołajowi i swoim Rodzicom. Ciasto wyrobione. W ruch poszły rączki i wałeczki. „Myszaki” zgodnie stwierdziły, że wałkowanie ciasta nie jest łatwe. Potem sięgnęliśmy po foremki. „Czary- mary” i na blachach zaczęły się pojawiać pierniczki w przeróżnych kształtach. Były choinki , aniołki i dzwonki, serducha i renifery, koniki, miśki i inne cuda.

Dumni ze swego dzieła, niesiemy blachy z piernikami do kuchni. Jak zawsze w pas się kłaniamy i prosimy nasze miłe Panie o upieczenie smakołyków. Blachy trafiają do pieca, a Pani Ania – kuchareczka doskonała, do kółeczka nas zaprasza. Twierdzi, że pierniki będą lepsze gdy im dzieci podczas pieczenia zatańczą i zaśpiewają. No tego w naszym przepisie nie byłoJ, ale chyba coś tkwi w tej tajemnicy bowiem pierniki wyszły doskonałe.

Następnego dnia zajęliśmy się ich ozdabianiem. Jedne opływały  lukrem inne czekoladą. Wszystkie jak jeden mieniły się kolorowymi posypkami. Nad dekoracją jednego, musieliśmy się wyjątkowo skupić, bo był to pierniczek szczególny. Zajmował honorowe miejsce na świątecznym wianuszku, który przygotowaliśmy Rodzicom. To co „Myszki” wprost uwielbiają, to podjadanie podczas pracy. Najbardziej dziecięce podniebienia cieszyły cukrowe posypki. Pychota.

Podczas podwieczorku była symboliczna degustacja świątecznych wypieków. Przygotowaliśmy również po malutkiej torebeczce pierniczków rodzicom. Pozostałe czekały na grupową Wigilię w specjalnych pudełkach. Będzie pysznie, świątecznie i aromatycznie.

                                                                Życzymy udanych wypieków świątecznych – „Myszki”

                                                                                                     


Starsze wpisy