BLIŻEJ NATURY – JESIEŃ „MYSZEK” W PARKU I W LESIE

Witamy miłych czytelników – przyjaciół „Myszaków”. Zgodnie z daną obietnicą odzywamy się ponownie. Za nami kolejny miesiąc dobrej zabawy połączonej z poznawaniem świata – tego bliższego i nieco odleglejszego. Pogoda nadal dopisuje więc z katarami i jesiennymi kaszelkami nie mamy problemów. Chodzimy do przedszkola jak przysłowiowi „żołnierze”.

I przyznajemy, że całkiem nam się to podoba. Dzień mija za dniem. Nie mamy czasu na nudę. Próbujemy opanować pierwsze piosenki i wierszyki, lepimy i rysujemy, tańczymy , oglądamy przedstawienia teatralne i jeszcze znajdujemy czas na spacery i wycieczki. Bo jak tu nie wybrać się do parku, kiedy cały usłany jest kolorowymi liśćmi? To jest  wprost niedopuszczalne! Jesień bez biegania i szurania po listkach , podrzucania ich i obserwowania jak leciutko wirują, a potem opadają i naturalnie układanie z nich bukietów jest czynnością, którą każdy przedszkolak obowiązkowo powinien jesienią wykonać. Nam, oprócz tych wszystkich atrakcji udało się też z bliska poobserwować wiewióreczkę, która przy pomocy swego – jakżeśmy się dowiedzieli stałego opiekuna , robiła zapasy na zimowe czasy. To małe sprytne zwierzątko zachwyciło nas nie tylko swoją urodą, ale i zwinnością połączoną z precyzją. Każdy podarowany orzeszek zakopywała w stercie liści pod inną sosną. Była na tyle oswojona, że mogliśmy dokładnie przyjrzeć się jej z bliska. To były jedne z fajniejszych zajęć edukacyjnych, które odbyliśmy w plenerze. Kolejne miały miejsce w naszym „Tęczowym” lasku. Ile tam grzybów! – Żałujcie , że nie wpadliście do nas na grzybobranie. Bo może nie wiecie, ale tak jak w lesie rosną grzyby po deszczu tak u nas tym deszczem jest dziecięca radość, uśmiech i  spontaniczność. Na nasze pierwsze grzybobranie wybraliśmy się zaraz po śniadaniu. Sądząc po ilości grzybów rosnących w mięciutkim mchu – nikogo tu jeszcze przed nami  nie było. Z ogromną satysfakcją i dumą wkładaliśmy do swoich koszyczków maślaki i dorodne „borowniki” – nie mylić z borowikiemJ. Muchomory w stylowych kapeluszach omijaliśmy z daleka. Nie chcieliśmy im przeszkadzać. Były skupione nad liczeniem swoich kropek. My zaś, po powrocie do sali, zajęliśmy się segregowaniem grzybków na te małe i te trochę większe.  Tak więc sami widzicie, że całkiem przyjemnie spędzamy czas w naszej „Mysiej” rodzince, w której robi się coraz gwarniej. Niektórzy z nas mają już nawet swoich ulubionych towarzyszy do zabawy. To dobry znak :) .

      O gościach , którzy nas odwiedzili i innych fajnych sprawach powiemy za parę dni.

                                                                                                     Jesienne „Myszki – wędrowniczki”