Koci karnawał u Misiaków

Zacznijmy od zagadki. Co powstało z połączenia końca karnawału z fascynacją kocimi zwyczajami, jaką w lutym przeżywały Misiaki? Odpowiedź: KOCI KARNAWAŁ!

W dniu kiedy się on odbywał każdy Troskliwy Miś otrzymał kilka rekwizytów i poddał się niewielkim zabiegom charakteryzatorskim. W ten sposób sala Misiaków wypełniła się prześlicznymi, biało- czarnymi kocimi arystokratami, a do świata tych pięknych zwierząt zaprosiła nas piosenka z dawnej telewizyjnej dobranocki o Filemonie. Przy tej okazji nie mogliśmy nie wspomnieć tak lubianej przez Troskliwe Misie w 4- latkach, książki autorstwa Marka Nejmana i Sławomira Grabowskiego.

Bal rozpoczął się od kociej powitanki, pełnej miauczenia, mruczenia, drapania w poduchę, „chłeptania” z miseczki i pogoni za miotełką. Potem nastąpiła parada, podczas której każdy kocur, przechadzając się z gracją, starał się przekonać pozostałych, że jest najpiękniejszym kotem na świecie. Koty jak to koty, wędrowały swoimi drogami, jednak finał zawsze okazywał się taki sam – na szczycie drabiny. Który porządny kotek mógłby sobie takiej wspinaczki odmówić? Po prezentacji wszystkie „mruczki” obejrzały inscenizację wiersza pt. „Co kotek miał?” w wykonaniu Zuzi, Natalki i Leonka, a potem oddały się karnawałowym zabawom. Były tańce w kręgu i w parach, zabawy z kocimi pluszakami, piłkami i balonami. W końcu, w uczestnikach „Kociego karnawału” odezwał się instynkt łowcy i nie obyło się bez rywalizacji podczas polowania na myszy i pogoni za piłką. Wreszcie przyszedł czas na kocią dyskotekę pod sufitem roziskrzonym setką migocących światełek. Tu każdy kot mógł zaprezentować własne figury taneczne lub przyłączyć się do wspólnych korowodów.

Po takich harcach nadeszła pora na wykonanie deseru, który nazwaliśmy „Kociaczek- słodziaczek”. Przyznajemy szczerze, że zdrową żywnością, jaką na co dzień promujemy, nie dałoby się tego określić, ale jakoś do balu karnawałowego jedzenie marchewek, z całym szacunkiem, nam nie przystawało… W każdym razie „Kociaczki- słodziaczki” wyszły smakowite i zaraz poznikały z talerzyków.

Do końca dnia trwały jeszcze tańce i balowe przebieranki, a wszystkie koty, w poczuciu dobrze spełnionego karnawałowego obowiązku, zanim znalazły się w ramionach uradowanych rodziców, wychodząc z sali zostawiały swoje szczęśliwe „miau” zamiast „do widzenia”.